001. NOTATKI / 002. NATASZA / 003. IDOLE / 004. FANLISTINGS / 005. STRONA







N. oraz M. się bawią...
opublikowane: 2010-09-01

- Czego właściwie szukasz? – spytała szeptem M., wyraźnie przestraszona obrotem akcji, kiedy ja przerzucałam stos papierów właściwie nie wiedząc czego szukam. Najlepiej żeby to była koperta z napisem GORĄCY TROP, OTO NAJWIĘKSZA TAJEMNICA albo chociaż OTWÓRZ MNIE. Nikt jednak już nie trzyma taki rzeczy w kopertach. Zrozumiałam to gdy tylko w tej stercie makulatury znalazłam Apple Mac’a. Natychmiast go otworzyłam kątem oka widząc potęgujące przerażenie M. Najpierw wpadłam w pierwszą fazę paniki a zaraz po tym poczułam zalewającą mnie miłość do Królowej Śniegu. BlackBerry! Cofam wszystko co powiedziałam złego o tym telefonie od momentu gdy go dostałam. To nic, że ma wiejski aparat, wiejski gps z milionem błędów etc. Nie szkodzi. Wifi! Oto co się naprawdę liczy w telefonie! Potrzebowałyśmy tylko e-maila. Tajnego e-maila. Nie mogłam go założyć. Nawet dzieci w podstawówce potrafią przechwycić hasło skrzynki jeśli hasło zostało choćby raz wpisane w kompa. Potrzebny był e-mail, ale już istniejący. I szybko. Przez myśl przeszło mi kilka osób jakich znam na tyle aby znać ich hasła. I kilka haseł jakich mogłabym się domyślić. Nie ryzykowałam zbyt. Wybrałam szym1985. Wiedziałam, że będzie aktywny. Jego właściciel nie lubi wirtualnych zmian. Spakowałam wszystko trochę na oślep w rar. I wcisnęłam „wyślij”. M. zamknęła pokój na klucz (ważne: drogi czytelniku, jeśli kiedykolwiek z mami zadrzesz nie zostawiaj kluczy w drzwiach pokoju, to frajerstwo) a potem wrzuciła klucze do kosza na śmieci. Biegłyśmy chyba z 15 minut. Potem zaczęłyśmy krzyczeć, śmiać się i skakać.

Zapomniałam, że ukradłam „komuś” skrzynkę. Przypomniało mi się wieczorem. Późnym wieczorem. Chwyciłam BlackBerry ponownie. Nie zauważyłam, że dochodzi właśnie druga. W nocy.
- <…> to twoje nowe hasło do poczty. – powiedziałam znam zdążył powiedzieć „halo”.
- Komputery, kreatywność, kłopoty… każde słowo na „k” ma coś wspólnego z tobą. – powiedział tonem jaki zawsze u niego lubiłam najbardziej.
Każde słowo na „k”. A w ryj byś czasem nie chciał dostać? Miałam ochotę zapytać. Ale nie spytałam bo znam D. Czasem wydaje mi się, że bardziej niż siebie.
- Chcesz o coś zapytać? – spytałam chyba z obowiązku.
- Taa, jasne. Kłamstwo też jest na k.
- Miłych snów. – powiedziałam i zachciało mi się śmiać.
- Pa.
Wnioski? Założyć przynajmniej jedną tajną skrzynkę. D. pewnie już zmienił hasło.


Bądź jak Grace Kelly!
opublikowane: 2010-08-07

Czytając dzisiaj w nocy portal z radami plebsu dla plebsu zrozumiałam pewną ważną sprawę. Otóż zrozumiałam wreszcie dlaczego jedyni faceci jakich żywię uczucie większe niż względna tolerancja to Rosjanin i Francuz. Czasem trudno nie mieć wrażenia, że Polacy nie mają krzty szacunku do kobiet. Niektórzy to się wręcz zatrzymali chyba w średniowieczu i uważają, że wszystko im wolno a już na pewno wolno im więcej niż kobietom. Ich zdaniem. Szkoda, że nie otarli się nigdy o choćby podstawy savoir vivre’u, który jest zapewne dla nich nie do przyjęcia bo stawia kobietę na pozycji jaka wymaga od nich szacunku.
 
Nie chce oczywiście tutaj stwierdzić, że absolutnie wszystkie kobiety zasługują na szacunek etc. Zapewne nie. Nie widzę powodu natomiast aby człowiek z klasą niezależnie od płci miałby z tego powodu zniżać się do poziomu tak owej istoty. Nigdy nie słyszałam aby Aleks albo Yves (Aleksa na przykład znam całe swoje życie) nazwali kobietę szmata, dziwką, kurwą. Albo inaczej nawet. Czy ktoś kto mnie zna słyszał kiedykolwiek abym nazwała jakiegoś faceta chujem, sukinsynem etc? Nie znaczy to natomiast, że wszystkich lubię i akceptuje. Są jednak takie rzeczy jakich ludzie z klasą nie robią. Niezależnie od sytuacji.

Przeczytałam kilkadziesiąt wpisów w jakich faceci twierdzili, że nie chcą pięknych kobiet gdyż jeśli dobrze spamiętałam:
- pięknym wydaje się, że są piękne
- są głupie
- chcą pieniędzy
- nie potrafią wody zagotować
- nie można się wiele po nich spodziewać etc.
Najbardziej podobał mi się natomiast gdy ktoś napisał, że jest kobietą, umie gotować, jest brzydka i też się jej faceci boją.
 
A tak trochę poważniej to przecież piękne kobiety nie muszą się przejmować kto się ich boi a kto nie. Dzięki urodzie właśnie mogą mieć to gdzieś. Piękna kobieta znajdzie bez trudu kogoś nią zainteresowanego choćby nie wiem jak porąbana była (przykład: Królowa Śniegu). Tylko część z nich wcale nie jest tym zainteresowana. Bo wolą karierę. Bo są les. Bo z wibratorem nie trzeba gadać. Bo mają to w rzeczywistości gdzieś ale innym trudno w to uwierzyć więc rzuca się slogan typu mężczyźni boją się pięknych kobiet. Ekskluzywnych samochodów też się boją i dlatego większość nie jeździ porche tylko czymś tańszym.

Gdyby Aleks zamiast z Królową Śniegu ożenił się właśnie z taką normalną, względnie ładną prawdopodobnie by już od pół roku nie żył albo żył jak warzywo. Taka szara myszka nie dałaby rady skombinować pół miliona w dwa tygodnie. Jednak zdobycie jej zapewne nie wymagałaby tyle zachodu i starań co zdobycie Królowej Śniegu.

W tym wszystkim jednak najbardziej przeraża mnie fakt, że mogłabym być z facetem dla jakiego nie byłam najlepsza, najpiękniejsza, najmądrzejsza tylko po prostu w miarę normalna, w miarę łatwa i w miarę względnie ładna. Oto miłość plebsu. Oby mnie taki syf nigdy nie spotkał. Tak mi dopomóż buuuukkk. ;-)

  Poza tym tydzień temu Eliza popisała lexusa Królowej Śniegu pisakami. Jestem wciąż bardzo z niej dumna. To dziecko jest genialne. Królowa Śniegu natomiast postanowiła podręczyć swoją osobą Yvesa. Póki co na razie telefonicznie, ale potraktujmy to jednak poważnie. Kilka dni temu wracając z cytadeli spotkałam przypadkiem Dawida. Nie rozumiem czym jest spowodowane to dość drastyczne i chyba niesprawiedliwe uczucie ale czuje jakąś niewytłumaczalną niechęć do spotkań z nim. Jest mi nawet trochę aż głupio, ale nie chce go widywać. W ogóle. Najlepiej nigdy. Wcale by mnie nie zmartwiło gdybym nie zobaczyła go nigdy więcej. A to chyba niezbyt miło z mojej strony zwłaszcza, że to ja jak zwykle nabroiłam. W dodatku Laura zaprosiła go na moje urodziny. Gdzie będzie też Yves. I Królowa Śniegu. A nawet z tego co słyszałam E. To moje urodziny, ale coraz poważniej się zwyczajnie zastanawiam czy ja serio powinnam się tam w ogóle pokazywać?

A tak nawisem to mam niekontrolowaną obsesję na punkcie Grace Kelly. To po prostu Amerykańska Królowa Śniegu XX wieku. Idealna.



Czego chce Natasza?
opublikowane: 2010-07-26

Każdemu o coś chodzi przecież. Jedni chcą tego a inni tamtego. Nic odkrywczego. Nic specjalnego. Żadne odkrycie. Trudniej sprecyzować własne chce i nie chce. Z jakiegoś powodu łatwiej mi z „nie chce”.

Dobrze. Zatem powoli i od początku. Nie od razu Rzym zbudowano. Czego nie chce Natasza?
- żadnych chorób, wylewów, problemów z przedsionkami czy innych zwłaszcza u ludzi których kocham
- żadnych dzieci, bachorów, smarkaczy na dłużej niż 2 dni
- żadnych pustych facetów jacy wiedzą wszystko lepiej ode mnie ale zrozumieć że mam ich i ich zdanie gdzieś jest dla nich zbyt trudne
- żadnych debetów!
- żadnych panienek dla których cały świat to facet
- żadnych problemów z wagą, 55 kg i koniec!
- żadnych kryzysów twórczych
- żadnych trudnych pytań czy wyborów…

No właśnie. Odkąd z Laurą wróciłyśmy do Petersburga mam nadmiar wolnego czasu i zaczynam myśleć. Jak wiemy myślenie w nadmiernych ilościach może szkodzić. Zwłaszcza mnie. Królowa Śniegu natomiast jest w tym dobra. Ona planuje, knuje, spiskuje, manipuluje i rozerwie cię na drobne kawałki jeśli staniesz jej na drodze. Natasza dopiero się uczy ale jest coraz lepsza z każdym dniem. Gdyby jednak ktoś kazał mi wybierać. Doktor Spoko czy Yves? Nie wybrałabym tego drugiego. Cóż to oznacza? Nie jestem zakochana. Nie kocham go. Nie zależy mi. Bawię się. Wykorzystuje. Manipuluje. Jeśli tak pomyślałaś/łeś to gratuluje. Jesteś pustą panienką która dla księcia z bajki oleje przyjaciół i zdanie rodziny. Bądź jesteś facetem, który zawsze jest najważniejszy. I tu chyba dotarliśmy jakimś sposobem do największego nie chce jakie we mnie funkcjonuje. Nie chce znać takich mężczyzn. Nie chce ich w moim łóżku, przy moim stole, przy czymkolwiek co jest ze mną powiązane. Nie chce takich kobiet pełniących role moich przyjaciółek, oczywiście w przerwach gdy ich faceci już nie mogą na nie patrzeć. Nie chce mieć kiedyś problemu i szukać pomocy gdyż okazać by się mogło, że moja przyjaciółka jest właśnie na randce i dla mnie a tym bardziej moich problemów nie ma już miejsca. Czuje jednak pewne mega zniesmaczenie gdy ktoś, ktokolwiek oczekuje ode mnie, że Yves będzie najważniejszy. Doktor Spoko widział mnie jako pierwszy gdy miałam 3 dni i do dzisiaj twierdzi, że byłam najpiękniejszym dzieckiem we wszechświecie (tak, tak wiem, też uważam, że to „lekka” przesada!). Królowa Śniegu raz w życiu powiedziała, że mnie kocha i, że jestem i zawsze byłam najważniejsza. I gdybym miała układać top 10 najlepszych momentów mojego życia ta chwila byłaby chyba na pierwszym miejscu. Nie szkodzi, że była poprzedzona wielką awanturą, myślami samobójczymi i ryzykiem, że nie będzie mnie na ślubie. Aleks i Królowa Śniegu poświęcili mi całe życie. Wszystko im zawdzięczam. Począwszy od zrąbanej psychy po karty kredytowe. Pewnie, że mieliśmy lepsze i gorsze momenty ale nic co się nam przytrafiło nie było spowodowane ich egoizmem czy chęcią skrzywdzenia mnie. I nawet gdy czasem drażni mnie, że o pewnych rzeczach mi nie mówią bądź knują coś za moimi plecami to chodzi im o moje dobro. Zależy mi na Yvesie, ale on na pewno nie jest ważniejszy od mojej rodziny (do rodziny zaliczam też bff). Kim bym musiała być gdybym dla Yvesa popsuła swoje relacje z rodzicami czy na przykład Anetą?

Z bardziej przyziemnych spraw. Wstałam dzisiaj około południa. Włączyłam sobie mtv na cały regulator i usiadłam poczytać forum. Napisałam kilka postów. Wzięłam prysznic. Znowu poczytałam forum. Włączyłam sobie Alicje w Krainie Czarów Tim’a Burton’a i nagle poczułam, że chce naleśników. Nie byle jakich. Takich z miodem jakie robi Aleks. Chwile się oswajałam z tą myślą po czym zrobiłam to co każdy by zrobił na moim miejscu. Postanowiłam działać. Wpisałam w google: jak zrobić naleśniki? Nie bałam się. Intuicja podpowiadała mi, że to proste. Oto co znalazłam:

Składniki:
- 500 ml mleka
- 200 g mąki pszennej
- 2 jajka
- 1 łyżeczka cukru pudru
- sól
- tłuszcz do smarowania patelni

Naleśniki należy smażyć na patelni z grubym dnem, która długo utrzymuje ciepło i równomiernie się rozgrzewa. Dno patelni powinno być płaskie co gwarantuje, ze naleśniki będą miały tę samą grubość na całej swej powierzchni. Przed usmażeniem pierwszego naleśnika patelnię należy rozgrzać i posmarować tłuszczem. Ciasto naleśnikowe można przygotować z różnych składników ale zawsze powinno być na tyle gęste, żeby się nie “gotowało” na patelni, bo powstaną dziury w cieście.

Dobra. To ja mam kilka pytań. Co to jest patelnia z grubym dnem? Jak poznam, że się rozgrzewa równomiernie czy nie? Mam jej dotykać? (ej, to chyba może zaboleć!) Skąd do cholery wezmę tłuszcz? Co to znaczy: na tyle gęste? I pomijając ten tłuszcz jaki nie wiem skąd wziąć to okazało się, że nie mam w domu mleka, mąki ani jajek. Wkurwiona zadzwoniłam do Aleksa. Obiecał, że dostane te naleśniki na śniadanie jak tylko przyjadę jeśli natychmiast zaprzestanę wszelkich działań w okolicach kuchni. Powinnam była przewidzieć, że nic z tego nie wyjdzie.

Po południu naszła mnie z kolei melancholia. Chyba zaczęło się od tego, że Królowa Śniegu może mieć te naleśniki kiedy tylko i ile zechce, potem oglądając „Dziewczynę z prowincji” zdałam sobie sprawę, że Grace Kelly (notabene ulubiona aktorka Aleksa!) nie żyje. Rita Hayworth też nie żyje. Ava Gardner nie żyje. Nawet Audrey Hepburn nie żyje. A Królowej Śniegu migocze ta pierdolona zastawka. Muszę się otrząsnąć. Obejrzę „Gildę” przed snem. To zawsze pomaga.




Oba na A. Artysta i Adwokat. 
opublikowane: 2010-06-02

Zobaczę Aleksa już jutro. Tylko ta myśl ostatnio pozwala mi trzymać względny optymizm. Studiowanie dwóch kierunków na raz to jednak nie jest dla mnie. Męczę się strasznie. Wiem, że dam radę. Jestem Natasza. Córka doktora Spoko i Królowej Śniegu. Ja zawsze daje radę! Tylko takie życie to nie dla mnie. Ja muszę mieć czas na swoje głupoty. Muszę się upić od czasu do czasu, przeszaleć przynajmniej jedną noc w miesiącu w weekend, wydawać kasę Królowej Śniegu rano w ciągu tygodnia w najlepszych galeriach gdy jest najmniejszy ruch i najlepiej się zakupy robi, muszę mieć czas żeby pomyśleć, ogarnąć, posmucić się, wyśmiać ile wlezie a nie tylko latać od jednej uczelni na drugą. Nie będzie ze mnie dobrego adwokata raczej. Nie lubię się kłócić. Zawsze mam swoje zdanie, ale nie chce mi się przekonywać nikogo do swoich racji nigdy. Moim zdaniem nie da się ludzi zmusić do myślenia. Nigdy nie czułam satysfakcji z żadnej kłótni dlatego na ogół olewam wszelkie spory, nawet jeśli mnie dotyczą, nawet jeśli ktoś kłamie na mój temat. Po prostu nie chce uczestniczyć w takich rzeczach. Nie chce nikogo przekonywać że coś jest białe albo czarne jeśli sam tego nie widzi albo co gorsze udaje, że nie widzi. Tak samo jak nie chce przekonywać nikogo, że jestem fajna albo nie. Jeśli chcesz możesz we mnie widzieć pustą, głupią, zepsutą pieniędzmi anorektyczkę, która sobie śmieszne problemy wymyśla. Proszę bardzo. Nie zamierzam cię przekonywać, że tak nie jest. Dlaczego? Bo tak nie jest. I już. Koniec dyskusji. To chyba nie w stylu mamy. Aleks zawsze mówił, że to nic złego.
  
Założyłam bloga artystycznego. Już jakiś czas temu: manipulantka.blogspot.com na razie tam tylko foty ale będzie więcej bo chce tam wrzucić rysunki, malarstwo i inne grafiki ale na razie ogarnęłam tylko foty. Na zachętę pokazuje martwą Różę. Niektórzy uważają, że ona śpi xD I wzięli aż dwa obrazy moje w tym roku na wystawę. Woho. Tym samym pochwaliłam się, że malarstwo już zaliczyłam! Yves sam przyznał, że jest dumny. Aleks też jest dumny. Królowa Śniegu udaje, że nie ale wiemy, że ona także jest.
 
manipulantka 
 
I jeśli chodzi o artyzm to zdecydowałam się wreszcie na drugą część Twista. Hasła macie te same co przy The Fate bo przeniosłam tylko bazę. I jak zwykle możecie udawać, że czytacie byle byście komentowali bo jak nie to was nie będę lubić a jak was nie będę lubić to się będę was czepiać a jak ja się kogoś czepiam to oszaleć można bez trudu. Plus oczywiście jeśli będę miała zły dzień to z góry będę wiedzieć czyja to wina. A tak na poważnie to mega fajne uczucie być Amelią i to spisywać. Nie pytajcie mnie skąd biorę pomysły. Nie wiem. Jadę na intuicji. Piszę tak jak czuje. Wyobrażam sobie Królową Śniegu. Jak piszę jestem w innym świecie, tak samo kiedy maluje, rysuje albo szyje. Tyle przebywam w tych Krainach Czarów ostatnio, że nie mam czasu na prawdziwe życie. Ostatnio Yves zasugerował, że wpadnie do Wawy w czerwcu i tak mnie wkurzył, że prawie się pokłóciliśmy. Więc jak widać nie pałam chęcią do normalnego życia aczkolwiek jestem umówiona z Anetą w poniedziałek i zdaje się w środę z Paulą więc świat rzeczywisty najwyraźniej mi nie odpuści. Postaram się być bardziej towarzyska po sesjach. I logo zrobiłam które miało zachęcać, ale jest tak obleśne, że raczej zniechęca więc musicie mi wierzyć na słowo, że treść przewyższa formę. 
  

 
Poprzednie noty na razie znikły bo pracuje nad archiwum. Coś jak zwykle się popsuło ale jestem pewna, że rozwiązanie jest bardzo blisko. Tuż tuż. Jak to zwykle. 
 
A tak poza nawiasem to przysięgam, że jeszcze nigdy nie czułam takiej ulgi będąc przez kogoś olana. Górnolotnie mogę stwierdzić, że czuje się wręcz jakby mi ktoś wolność zwrócił odkąd nie musze słuchać tych ciągłych lamentów i narzekania. To nie moje wina, że twoje życie to taka nędza. Pierdol się. Dziękuje za uwagę.