- Czego właściwie szukasz? – spytała szeptem M.,
wyraźnie przestraszona obrotem akcji, kiedy ja przerzucałam stos papierów
właściwie nie wiedząc czego szukam. Najlepiej żeby to była koperta z napisem
GORĄCY TROP, OTO NAJWIĘKSZA TAJEMNICA albo chociaż OTWÓRZ MNIE. Nikt jednak już
nie trzyma taki rzeczy w kopertach. Zrozumiałam to gdy tylko w tej stercie
makulatury znalazłam Apple Mac’a. Natychmiast go otworzyłam kątem oka widząc
potęgujące przerażenie M. Najpierw wpadłam w pierwszą fazę paniki a zaraz po
tym poczułam zalewającą mnie miłość do Królowej Śniegu. BlackBerry! Cofam
wszystko co powiedziałam złego o tym telefonie od momentu gdy go dostałam. To
nic, że ma wiejski aparat, wiejski gps z milionem błędów etc. Nie szkodzi.
Wifi! Oto co się naprawdę liczy w telefonie! Potrzebowałyśmy tylko e-maila.
Tajnego e-maila. Nie mogłam go założyć. Nawet dzieci w podstawówce potrafią
przechwycić hasło skrzynki jeśli hasło zostało choćby raz wpisane w kompa. Potrzebny
był e-mail, ale już istniejący. I szybko. Przez myśl przeszło mi kilka osób
jakich znam na tyle aby znać ich hasła. I kilka haseł jakich mogłabym się
domyślić. Nie ryzykowałam zbyt. Wybrałam szym1985. Wiedziałam, że będzie
aktywny. Jego właściciel nie lubi wirtualnych zmian. Spakowałam wszystko trochę
na oślep w rar. I wcisnęłam „wyślij”. M. zamknęła pokój na klucz (ważne: drogi
czytelniku, jeśli kiedykolwiek z mami zadrzesz nie zostawiaj kluczy w drzwiach
pokoju, to frajerstwo) a potem wrzuciła klucze do kosza na śmieci. Biegłyśmy
chyba z 15 minut. Potem zaczęłyśmy krzyczeć, śmiać się i skakać.
Zapomniałam, że ukradłam „komuś” skrzynkę. Przypomniało mi się wieczorem.
Późnym wieczorem. Chwyciłam BlackBerry ponownie. Nie zauważyłam, że dochodzi
właśnie druga. W nocy.
- <…> to twoje nowe hasło do poczty. – powiedziałam znam zdążył
powiedzieć „halo”.
- Komputery, kreatywność, kłopoty… każde słowo na „k” ma coś wspólnego z tobą.
– powiedział tonem jaki zawsze u niego lubiłam najbardziej.
Każde słowo na „k”. A w ryj byś czasem nie chciał dostać? Miałam ochotę
zapytać. Ale nie spytałam bo znam D. Czasem wydaje mi się, że bardziej niż
siebie.
- Chcesz o coś zapytać? – spytałam chyba z obowiązku.
- Taa, jasne. Kłamstwo też jest na k.
- Miłych snów. – powiedziałam i zachciało mi się śmiać.
- Pa.
Wnioski? Założyć przynajmniej jedną tajną skrzynkę. D. pewnie już zmienił
hasło.
Bądź jak Grace Kelly!
opublikowane: 2010-08-07
Czytając dzisiaj w nocy portal z radami plebsu dla plebsu
zrozumiałam pewną ważną sprawę. Otóż zrozumiałam wreszcie dlaczego jedyni
faceci jakich żywię uczucie większe niż względna tolerancja to Rosjanin i
Francuz. Czasem trudno nie mieć wrażenia, że Polacy nie mają krzty szacunku do
kobiet. Niektórzy to się wręcz zatrzymali chyba w średniowieczu i uważają, że
wszystko im wolno a już na pewno wolno im więcej niż kobietom. Ich zdaniem.
Szkoda, że nie otarli się nigdy o choćby podstawy savoir vivre’u, który jest
zapewne dla nich nie do przyjęcia bo stawia kobietę na pozycji jaka wymaga od
nich szacunku.
Nie chce oczywiście tutaj stwierdzić, że absolutnie wszystkie kobiety zasługują
na szacunek etc. Zapewne nie. Nie widzę powodu natomiast aby człowiek z klasą
niezależnie od płci miałby z tego powodu zniżać się do poziomu tak owej istoty.
Nigdy nie słyszałam aby Aleks albo Yves (Aleksa na przykład znam całe swoje
życie) nazwali kobietę szmata, dziwką, kurwą. Albo inaczej nawet. Czy ktoś kto
mnie zna słyszał kiedykolwiek abym nazwała jakiegoś faceta chujem, sukinsynem
etc? Nie znaczy to natomiast, że wszystkich lubię i akceptuje. Są jednak takie
rzeczy jakich ludzie z klasą nie robią. Niezależnie od sytuacji.
Przeczytałam kilkadziesiąt wpisów w jakich faceci
twierdzili, że nie chcą pięknych kobiet gdyż jeśli dobrze spamiętałam:
- pięknym wydaje się, że są piękne
- są głupie
- chcą pieniędzy
- nie potrafią wody zagotować
- nie można się wiele po nich spodziewać etc.
Najbardziej podobał mi się natomiast gdy ktoś napisał, że jest kobietą, umie
gotować, jest brzydka i też się jej faceci boją.
A tak trochę poważniej to przecież piękne kobiety nie muszą się przejmować kto
się ich boi a kto nie. Dzięki urodzie właśnie mogą mieć to gdzieś. Piękna
kobieta znajdzie bez trudu kogoś nią zainteresowanego choćby nie wiem jak
porąbana była (przykład: Królowa Śniegu). Tylko część z nich wcale nie jest tym
zainteresowana. Bo wolą karierę. Bo są les. Bo z wibratorem nie trzeba gadać.
Bo mają to w rzeczywistości gdzieś ale innym trudno w to uwierzyć więc rzuca
się slogan typu mężczyźni boją się pięknych kobiet. Ekskluzywnych samochodów
też się boją i dlatego większość nie jeździ porche tylko czymś tańszym.
Gdyby Aleks zamiast z Królową Śniegu ożenił się właśnie z
taką normalną, względnie ładną prawdopodobnie by już od pół roku nie żył albo
żył jak warzywo. Taka szara myszka nie dałaby rady skombinować pół miliona w
dwa tygodnie. Jednak zdobycie jej zapewne nie wymagałaby tyle zachodu i starań
co zdobycie Królowej Śniegu.
W tym wszystkim jednak najbardziej przeraża mnie fakt, że
mogłabym być z facetem dla jakiego nie byłam najlepsza, najpiękniejsza,
najmądrzejsza tylko po prostu w miarę normalna, w miarę łatwa i w miarę
względnie ładna. Oto miłość plebsu. Oby mnie taki syf nigdy nie spotkał. Tak mi
dopomóż buuuukkk. ;-)
Poza tym tydzień temu Eliza popisała lexusa Królowej Śniegu pisakami. Jestem
wciąż bardzo z niej dumna. To dziecko jest genialne. Królowa Śniegu natomiast
postanowiła podręczyć swoją osobą Yvesa. Póki co na razie telefonicznie, ale
potraktujmy to jednak poważnie. Kilka dni temu wracając z cytadeli spotkałam
przypadkiem Dawida. Nie rozumiem czym jest spowodowane to dość drastyczne i
chyba niesprawiedliwe uczucie ale czuje jakąś niewytłumaczalną niechęć do
spotkań z nim. Jest mi nawet trochę aż głupio, ale nie chce go widywać. W
ogóle. Najlepiej nigdy. Wcale by mnie nie zmartwiło gdybym nie zobaczyła go
nigdy więcej. A to chyba niezbyt miło z mojej strony zwłaszcza, że to ja jak
zwykle nabroiłam. W dodatku Laura zaprosiła go na moje urodziny. Gdzie będzie
też Yves. I Królowa Śniegu. A nawet z tego co słyszałam E. To moje urodziny,
ale coraz poważniej się zwyczajnie zastanawiam czy ja serio powinnam się tam w
ogóle pokazywać?
A tak nawisem to mam niekontrolowaną obsesję na punkcie
Grace Kelly. To po prostu Amerykańska Królowa Śniegu XX wieku. Idealna.
Czego chce Natasza?
opublikowane: 2010-07-26
Każdemu o coś chodzi przecież. Jedni chcą tego a inni
tamtego. Nic odkrywczego. Nic specjalnego. Żadne odkrycie. Trudniej sprecyzować
własne chce i nie chce. Z jakiegoś powodu łatwiej mi z „nie chce”.
Dobrze. Zatem powoli i od początku. Nie od razu Rzym zbudowano. Czego nie chce
Natasza?
- żadnych chorób, wylewów, problemów z przedsionkami czy innych zwłaszcza u
ludzi których kocham
- żadnych dzieci, bachorów, smarkaczy na dłużej niż 2 dni
- żadnych pustych facetów jacy wiedzą wszystko lepiej ode mnie ale zrozumieć że
mam ich i ich zdanie gdzieś jest dla nich zbyt trudne
- żadnych debetów!
- żadnych panienek dla których cały świat to facet
- żadnych problemów z wagą, 55
kg i koniec!
- żadnych kryzysów twórczych
- żadnych trudnych pytań czy wyborów…
No właśnie. Odkąd z Laurą wróciłyśmy do Petersburga mam nadmiar wolnego czasu i
zaczynam myśleć. Jak wiemy myślenie w nadmiernych ilościach może szkodzić.
Zwłaszcza mnie. Królowa Śniegu natomiast jest w tym dobra. Ona planuje, knuje,
spiskuje, manipuluje i rozerwie cię na drobne kawałki jeśli staniesz jej na
drodze. Natasza dopiero się uczy ale jest coraz lepsza z każdym dniem. Gdyby
jednak ktoś kazał mi wybierać. Doktor Spoko czy Yves? Nie wybrałabym tego
drugiego. Cóż to oznacza? Nie jestem zakochana. Nie kocham go. Nie zależy mi.
Bawię się. Wykorzystuje. Manipuluje. Jeśli tak pomyślałaś/łeś to gratuluje.
Jesteś pustą panienką która dla księcia z bajki oleje przyjaciół i zdanie
rodziny. Bądź jesteś facetem, który zawsze jest najważniejszy. I tu chyba
dotarliśmy jakimś sposobem do największego nie chce jakie we mnie funkcjonuje.
Nie chce znać takich mężczyzn. Nie chce ich w moim łóżku, przy moim stole, przy
czymkolwiek co jest ze mną powiązane. Nie chce takich kobiet pełniących role
moich przyjaciółek, oczywiście w przerwach gdy ich faceci już nie mogą na nie
patrzeć. Nie chce mieć kiedyś problemu i szukać pomocy gdyż okazać by się
mogło, że moja przyjaciółka jest właśnie na randce i dla mnie a tym bardziej
moich problemów nie ma już miejsca. Czuje jednak pewne mega zniesmaczenie gdy
ktoś, ktokolwiek oczekuje ode mnie, że Yves będzie najważniejszy. Doktor Spoko
widział mnie jako pierwszy gdy miałam 3 dni i do dzisiaj twierdzi, że byłam
najpiękniejszym dzieckiem we wszechświecie (tak, tak wiem, też uważam, że to
„lekka” przesada!). Królowa Śniegu raz w życiu powiedziała, że mnie kocha i, że
jestem i zawsze byłam najważniejsza. I gdybym miała układać top 10 najlepszych
momentów mojego życia ta chwila byłaby chyba na pierwszym miejscu. Nie szkodzi,
że była poprzedzona wielką awanturą, myślami samobójczymi i ryzykiem, że nie
będzie mnie na ślubie. Aleks i Królowa Śniegu poświęcili mi całe życie.
Wszystko im zawdzięczam. Począwszy od zrąbanej psychy po karty kredytowe.
Pewnie, że mieliśmy lepsze i gorsze momenty ale nic co się nam przytrafiło nie
było spowodowane ich egoizmem czy chęcią skrzywdzenia mnie. I nawet gdy czasem
drażni mnie, że o pewnych rzeczach mi nie mówią bądź knują coś za moimi plecami
to chodzi im o moje dobro. Zależy mi na Yvesie, ale on na pewno nie jest
ważniejszy od mojej rodziny (do rodziny zaliczam też bff). Kim bym musiała być
gdybym dla Yvesa popsuła swoje relacje z rodzicami czy na przykład Anetą?
Z bardziej przyziemnych spraw. Wstałam dzisiaj około południa. Włączyłam
sobie mtv na cały regulator i usiadłam poczytać forum. Napisałam kilka postów.
Wzięłam prysznic. Znowu poczytałam forum. Włączyłam sobie Alicje w Krainie
Czarów Tim’a Burton’a i nagle poczułam, że chce naleśników. Nie byle jakich.
Takich z miodem jakie robi Aleks. Chwile się oswajałam z tą myślą po czym
zrobiłam to co każdy by zrobił na moim miejscu. Postanowiłam działać. Wpisałam
w google: jak zrobić naleśniki? Nie bałam się. Intuicja podpowiadała mi, że to
proste. Oto co znalazłam:
Składniki:
- 500 ml mleka
- 200 g
mąki pszennej
- 2 jajka
- 1 łyżeczka cukru pudru
- sól
- tłuszcz do smarowania patelni
Naleśniki należy smażyć na patelni z
grubym dnem, która długo utrzymuje ciepło i równomiernie się rozgrzewa. Dno
patelni powinno być płaskie co gwarantuje, ze naleśniki będą miały tę samą
grubość na całej swej powierzchni. Przed usmażeniem pierwszego naleśnika
patelnię należy rozgrzać i posmarować tłuszczem. Ciasto naleśnikowe można
przygotować z różnych składników ale zawsze powinno być na tyle gęste, żeby się
nie “gotowało” na patelni, bo powstaną dziury w cieście.
Dobra. To ja mam kilka pytań. Co to
jest patelnia z grubym dnem? Jak poznam, że się rozgrzewa równomiernie czy nie?
Mam jej dotykać? (ej, to chyba może zaboleć!) Skąd do cholery wezmę tłuszcz? Co
to znaczy: na tyle gęste? I pomijając ten tłuszcz jaki nie wiem skąd wziąć to
okazało się, że nie mam w domu mleka, mąki ani jajek. Wkurwiona zadzwoniłam do
Aleksa. Obiecał, że dostane te naleśniki na śniadanie jak tylko przyjadę jeśli
natychmiast zaprzestanę wszelkich działań w okolicach kuchni. Powinnam była
przewidzieć, że nic z tego nie wyjdzie.
Po południu naszła mnie z kolei melancholia. Chyba zaczęło się od tego, że
Królowa Śniegu może mieć te naleśniki kiedy tylko i ile zechce, potem oglądając
„Dziewczynę z prowincji” zdałam sobie sprawę, że Grace Kelly (notabene ulubiona
aktorka Aleksa!) nie żyje. Rita Hayworth też nie żyje. Ava Gardner nie żyje.
Nawet Audrey Hepburn nie żyje. A Królowej Śniegu migocze ta pierdolona
zastawka. Muszę się otrząsnąć. Obejrzę „Gildę” przed snem. To zawsze pomaga.
Oba na A. Artysta i Adwokat.
opublikowane: 2010-06-02
Zobaczę Aleksa już jutro. Tylko ta myśl ostatnio pozwala mi trzymać
względny optymizm. Studiowanie dwóch kierunków na raz to jednak nie jest dla
mnie. Męczę się strasznie. Wiem, że dam radę. Jestem Natasza. Córka
doktora Spoko i Królowej Śniegu. Ja zawsze daje radę! Tylko takie życie to
nie dla mnie. Ja muszę mieć czas na swoje głupoty. Muszę się upić od czasu
do czasu, przeszaleć przynajmniej jedną noc w miesiącu w weekend, wydawać
kasę Królowej Śniegu rano w ciągu tygodnia w najlepszych galeriach gdy jest
najmniejszy ruch i najlepiej się zakupy robi, muszę mieć czas żeby pomyśleć,
ogarnąć, posmucić się, wyśmiać ile wlezie a nie tylko latać od jednej
uczelni na drugą. Nie będzie ze mnie dobrego adwokata raczej. Nie lubię się
kłócić. Zawsze mam swoje zdanie, ale nie chce mi się przekonywać nikogo do
swoich racji nigdy. Moim zdaniem nie da się ludzi zmusić do myślenia. Nigdy
nie czułam satysfakcji z żadnej kłótni dlatego na ogół olewam wszelkie
spory, nawet jeśli mnie dotyczą, nawet jeśli ktoś kłamie na mój temat. Po
prostu nie chce uczestniczyć w takich rzeczach. Nie chce nikogo przekonywać że
coś jest białe albo czarne jeśli sam tego nie widzi albo co gorsze udaje, że
nie widzi. Tak samo jak nie chce przekonywać nikogo, że jestem fajna albo nie.
Jeśli chcesz możesz we mnie widzieć pustą, głupią, zepsutą pieniędzmi
anorektyczkę, która sobie śmieszne problemy wymyśla. Proszę bardzo. Nie
zamierzam cię przekonywać, że tak nie jest. Dlaczego? Bo tak nie jest. I już.
Koniec dyskusji. To chyba nie w stylu mamy.
Aleks zawsze mówił, że to nic złego.
Założyłam bloga artystycznego. Już jakiś czas temu: manipulantka.blogspot.com
na razie tam tylko foty ale będzie więcej bo chce tam wrzucić rysunki,
malarstwo i inne grafiki ale na razie ogarnęłam tylko foty. Na zachętę
pokazuje martwą Różę. Niektórzy uważają, że ona śpi xD I wzięli aż
dwa obrazy moje w tym roku na wystawę. Woho. Tym samym pochwaliłam się, że
malarstwo już zaliczyłam! Yves sam przyznał, że jest dumny. Aleks też jest
dumny. Królowa Śniegu udaje, że nie ale wiemy, że ona także jest.
I jeśli chodzi o artyzm to zdecydowałam się wreszcie na drugą część
Twista. Hasła macie te same co przy The Fate bo przeniosłam tylko bazę. I jak
zwykle możecie udawać, że czytacie byle byście komentowali bo jak nie to was
nie będę lubić a jak was nie będę lubić to się będę was czepiać a jak
ja się kogoś czepiam to oszaleć można bez trudu. Plus oczywiście jeśli będę
miała zły dzień to z góry będę wiedzieć czyja to wina. A tak na poważnie
to mega fajne uczucie być Amelią i to spisywać. Nie pytajcie mnie skąd biorę
pomysły. Nie wiem. Jadę na intuicji. Piszę tak jak czuje. Wyobrażam sobie Królową
Śniegu. Jak piszę jestem w innym świecie, tak samo kiedy maluje, rysuje albo
szyje. Tyle przebywam w tych Krainach Czarów ostatnio, że nie mam czasu na
prawdziwe życie. Ostatnio Yves zasugerował, że wpadnie do Wawy w czerwcu i
tak mnie wkurzył, że prawie się pokłóciliśmy. Więc jak widać nie pałam
chęcią do normalnego życia aczkolwiek jestem umówiona z Anetą w poniedziałek
i zdaje się w środę z Paulą więc świat rzeczywisty najwyraźniej mi nie
odpuści. Postaram się być bardziej towarzyska po sesjach. I logo zrobiłam które
miało zachęcać, ale jest tak obleśne, że raczej zniechęca więc musicie mi
wierzyć na słowo, że treść przewyższa formę.
Poprzednie noty na razie znikły bo pracuje nad archiwum. Coś jak zwykle się
popsuło ale jestem pewna, że rozwiązanie jest bardzo blisko. Tuż tuż. Jak
to zwykle.
A tak poza nawiasem to przysięgam, że jeszcze nigdy nie czułam takiej ulgi będąc
przez kogoś olana. Górnolotnie mogę stwierdzić, że czuje się wręcz jakby
mi ktoś wolność zwrócił odkąd nie musze słuchać tych ciągłych lamentów
i narzekania. To nie moje wina, że twoje życie to taka nędza. Pierdol się.
Dziękuje za uwagę.